Aktualności / Wędrówka w skupieniu

Wędrówka w skupieniu

W zewnętrznym ceglanym murze kaponiery niespodziewanie natrafiamy na dużych rozmiarów betonowy relief. To trójwymiarowy odlew, 2,5 na 3,5 m, kopia listu wysłanego do rodziny przez polskiego oficera, więźnia sowieckich obozów – przed kwietniem 1940 roku. W treści listu obawy, ale też zwyczajne pytania o zdrowie i o to, co słychać u najbliższych. Jeśli trzeba jednym zdaniem streścić ideę Muzeum Katyńskiego – jest to właśnie taka opowieść, której światło zostało skierowane na pojedynczego człowieka i jego los. Muzeum zdobyło w XX edycji konkursu „Polski Cement w Architekturze” nagrodę specjalną Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego.

 

null

Już przekraczając Bramę Nowomiejską, jedną z historycznych bram Cytadeli warszawskiej, siłą rzeczy przekraczamy drzwi do nieznanego a do niedawna całkiem zamkniętego świata. Niepowołani nie mieli tu wstępu. Cytadela jest potężną rosyjską twierdzą zbudowaną po klęsce powstania listopadowego, po 1831 roku. Wtedy znajdowała się praktycznie poza miastem, pilnując Warszawy od północy. Dziś leży w ścisłym centrum. Teren twierdzy jest ogromny. To 36 ha zabudowanych na planie zbliżonym do pięcioboku. O jej ogromie niech świadczy porównanie – Cytadela zajmuje jedną trzecią powierzchni przedwojennej dzielnicy Żoliborz, na terenie której się znajduje. W czasie panowania rosyjskiego na stokach Cytadeli został stracony przywódca powstania styczniowego Romuald Traugutt, a jednym z więźniów twierdzy był młody działacz socjalistyczny Józef Piłsudski. Od początku aż po dzień dzisiejszy Cytadela pełni wyłącznie funkcje wojskowe, w związku z czym ten tajemniczy a interesujący, o ogromnym potencjale, fragment miasta był i jest praktycznie niedostępny. Jedynie słynny X Pawilon, w którym funkcjonowało carskie więzienie śledcze dla więźniów politycznych, był od 1963 roku udostępniony do zwiedzania. Lecz to, co zamknięte i niedostępne, najwyraźniej zaczyna uchylać bramy. W najbliższych latach Cytadela ma stać się warszawską „wyspą muzeów”. Na jej terenie właśnie rozpoczynają się prace nad wielkimi inwestycjami związanymi pośrednio ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości. W budowie będą nowe siedziby Muzeum Wojska Polskiego i Muzeum Historii Polski. Oba gigantyczne muzea powstaną w centralnym punkcie twierdzy, przy placu Gwardii.

null

Dzięki temu Cytadela, której potencjał polega na tym, że fortyfikacje przenikają się tu z bujną parkową zielenią, tworząc unikalną miejską kompozycję, zostanie w całości udostępniona dla ogółu. Tymczasem skromniejsze Muzeum Katyńskie zlokalizowane na terenie Bastionu nr 1, zostało otwarte dla publiczności 17 września 2015 roku.

Architektura muzeum czerpie przede wszystkim z tego jednego potencjału – z niepowtarzalnej kompozycji urbanistycznej i krajobrazowej, jaką jest carska Cytadela. W jakich proporcjach albo ilu procentach? Takich spraw nie da się ściśle odmierzyć. Założenie krajobrazowe było pierwsze i określiło granice możliwych interwencji. Dlatego zwiedzając muzeum, mamy wrażenie, że w gruncie rzeczy jest tu niewiele architektury rozumianej jako czysta kreacja. Tylko w jednym miejscu, przy samym końcu zwiedzania, na finał, przechodzimy przez miejsce zaprojektowane jako architektoniczny gest czystej wyobraźni, lecz o tym później. Pozostałe interwencje na terenie bastionu nr 1 mają charakter konserwatorski. Zadanie opracowania koncepcji muzeum zostało powierzone trzydziestoletnim architektom z pracowni BBGK oraz siedemdziesięcioletniemu artyście rzeźbiarzowi Jerzemu Kalinie. Muzeum jest efektem ich wspólnej pracy i zasługi trzeba podzielić po równo. Tym ciekawsza jest konfrontacja wyobraźni młodych architektów, operujących raczej abstrakcyjnymi formami, i doświadczonego rzeźbiarza, znanego z języka bardziej tradycyjnego, figuratywnego, operującego dużym ładunkiem bezpośrednich emocji.

null

Po przekroczeniu bramy Cytadeli meandrująca ścieżka prowadzi nas na plac przed muzeum, gdzie w równych rzędach, na planie kwadratu, posadzono kilkadziesiąt nowych drzew. Ścieżka biegnie wśród drzew, przechylona na całej swojej długości w stronę ziemnego rozpadliska. Wydaje się, że grunt jest niestabilny i za moment zapadnie się, odsłaniając jakąś tajemnicę. Wymowa miejsca jest bezpośrednia i nie wymaga komentarza. Po kilku chwilach tej niepokojącej podróży przekraczamy bramę kaponiery, gdzie mieści się ekspozycja muzealna. Kaponiera południowa Cytadeli jest dwukondygnacyjną budowlą fortyfikacyjną, wysuniętą poza mury twierdzy, a co za tym idzie, umożliwiającą niegdyś prowadzenie ostrzału wzdłuż fosy, w obu kierunkach. Obie kondygnacje, każda wysoka na ponad 5 m, są zamknięte kolebkowymi stropami. Na pierwszej kondygnacji zapoznajemy się z ekspozycją, która w całości jest poświęcona faktom historycznym związanym ze zbrodnią katyńską. Informacja i edukacja – tym dwóm sprawom jest poświęcona ekspozycja. Poznajemy historię zaginięcia oficerów, ich poszukiwań, okoliczności odkrycia grobów w lesie katyńskim, historię kolejnych kłamstw, które miały zataić zbrodnię i jej sprawców. Informacji jest dużo, a przestrzeni w kaponierze – stosunkowo niewiele. Stąd duże zagęszczenie i różnorodność środków wystawienniczych, od tradycyjnych tablic informacyjnych po technologie audiowizualne. Po zapoznaniu się z ekspozycją schodzimy na dolną kondygnację kaponiery. Prowadzi nas klatka schodowa wylana w surowym betonie o kolorze cegły.

null

Tu orientujemy się, że to, co widzieliśmy przed chwilą, było bardzo ważnym, ale tylko wstępem przed czekającym nas przeżyciem. Przed nami rozciąga się ekspozycja bez słów. Serce Muzeum Katyńskiego. Setki otwartych ceramicznych urn, a w każdej z nich – tylko jeden niewielki przedmiot wyjęty z katyńskiego grobu, należący kiedyś do konkretnego człowieka, najczęściej bezimiennego, czasem znanego z nazwiska. Nie ma tu bardziej czy mniej ważnych pamiątek. Zaglądamy bliżej: monety, breloczki, brzytwy do golenia, guziki, buteleczki na lekarstwa, centymetr krawiecki, chustki do nosa, cybuchy fajek, cygarniczki, stalówki, sygnety, czajniczki, łyżki, kubki, spinki do mankietów, okulary, manierki, służbowe znaczki ewidencyjne, fragmenty mundurów, sprzączki, krzyżyki…

null

Piętrzące się gabloty wypełnione setkami drobiazgów robią wielkie wrażenie i mówienie o świeckich relikwiarzach nie będzie tu nadużyciem. W tej przestrzeni nie ma miejsca dla żadnych multimediów, a część informacyjna jest ograniczona do absolutnego minimum. Wielka historia została sprowadzona do losu jednostki, po której zachował się drobny ślad. To ważny przekaz, bo pamiętamy, ile energii zostało kiedyś włożone, aby prawda o oficerach zamordowanych w Katyniu nie ujrzała światła dziennego.

null

Wychodzimy z kaponiery i podejmujemy dalszą wędrówkę. Idziemy dwieście metrów wąską ścieżką, właściwie głębokim wąwozem pomiędzy wysokimi na 12 m ziemnymi wałami a ceglanym murem Carnot. W czasach carskich była tu ścieżka straży. Mijamy betonowo-kamienny tunel śmierci, a potem kilkadziesiąt granitowych postumentów. Na postumentach nie ma nazwisk. Są bezimienne. Na każdym została wyryta nazwa jakiegoś zawodu, jednej profesji – prawnik, urzędnik, oficer, lekarz, pisarz, naukowiec. Na końcu ścieżki docieramy do niewielkiego ceglanego budynku ukrytego w murze. To półkaponiera z pięcioma pomieszczeniami sklepionymi krzyżowo. Na piętnastu ołowianych tablicach wytłoczono wszystkie znane nazwiska ofiar. Ostatnie trzy tablice są puste. Czekają na nazwiska z nieodnalezionej do dziś tzw. białoruskiej listy katyńskiej.

Opuszczamy wąwóz i kończymy zwiedzanie muzeum. Ku górze prowadzą nas wąskie schody w szczelinie, która rozcięła na dwie części dwunastometrowy wał ziemi. Szczelina wyraźnie prowadzi zwiedzających w stronę życia, ale nie jest to nachalny symbol.

null

Szczelina to jedyny w całym muzeum tak bardzo autorski i mocny gest młodych architektów. Temat katyński i zastany kontekst historyczny skłaniały przede wszystkim do wyjątkowej powściągliwości w operowaniu środkami. Na końcu naszej drogi te dwie potężne ściany wykonane w całości z barwionego na kolor cegły betonu są symbolem nadziei. Kto bardziej spostrzegawczy, dostrzeże w różnych miejscach niewielkie przedmioty odciśnięte w betonowych ścianach: orzełka z rogatywki, ryngraf, Order Virtuti Militari czy guzik.

Może największym wyzwaniem, jakie stało przed młodymi projektantami z BBGK i doświadczonym rzeźbiarzem Jerzym Kaliną, było takie operowanie językiem architektury i sztuki, takie poprowadzenie muzealnej narracji, aby trafić do ludzi o bardzo różnej wrażliwości. Żyje jeszcze pokolenie tych, których ojcowie zginęli na Wschodzie. Dla nich, dla ich rodzin i w ogóle dla starszego pokolenia placówka taka, jak Muzeum Katyńskie, nie jest kolejnym muzeum historycznym. Jest miejscem prawie sakralnym albo drugim domem. A język, którym mówi się o przeszłości, jest językiem martyrologicznym i religijnym. Z kolei pokolenie uczniów szkół średnich czy dwudziestolatków nie ma tak emocjonalnego, bezpośredniego stosunku do tradycji. Czasem nic o niej nie wie, a muzeum może być pierwszym kontaktem z tematem. Jak zainteresować ucznia, a nie zrazić starszego odbiorcy? Na pewno młodzież oczekuje języka mniej zanurzonego w dosłownych symbolach. Z kolei formy, które współgrają z wrażliwością młodego pokolenia i są dla nich żywe, mogą być niezrozumiałe dla ludzi starszych o kilka dekad. I jedni, i drudzy powinni się jednak odnaleźć w muzealnej narracji. Wydaje się, że w Muzeum Katyńskim udało się pogodzić te nurty, a było to możliwe, bo jego twórcy skorzystali z magicznego słowa w architekturze i sztuce, a jest nim – powściągliwość.

Paweł Pięciak

null

 


Galeria Zdjęć