Aktualności / Miejsce samych zaskoczeń

Miejsce samych zaskoczeń

Dom w Opolu zaprojektowany przez pracownię db2 architekci otrzymał II nagrodę XX edycji konkursu „Polski Cement w Architekturze”.

 

Jeżeli jest prawdą, że w życiu prawie wszystko ma związek ze wszystkim, tegoroczna nagroda byłaby na to dowodem. Dom, o którym jest mowa, stoi pół minuty piechotą od domu, o którym jest mowa bezustannie od jedenastu lat. To w 2006 roku w zachodniej części Opola, w dzielnicy Bierkowice, architekt Robert Konieczny zbudował tak zwany Dom Aatrialny. Trudne do zliczenia nagrody, wygrane plebiscyty i międzynarodowe zainteresowanie przyniosły mu w końcu tytuł Najlepszego Domu Świata. Konsekwencje rozgłosu okazały się dwuznaczne. Jedną z nich są pielgrzymki miłośników architektury, studentów, projektantów i różnej maści ciekawskich, którzy próbują przynajmniej zza płotu wypatrzyć to i owo. Wszędobylstwo ciekawskich bywa bardzo męczące, i tu zaczyna się historia drugiego domu, zaprojektowanego kilka lat później przez Iwonę Wilczek i Mariusza Tenczyńskiego na działce leżącej o rzut kamieniem.

null

Architekci spotkali swoich nowych klientów, gdy jeszcze świętowali wielki sukces swojej najświeższej realizacji dla Muzeum Wsi Opolskiej. Był rok 2008. Sukces towarzyszący muzeum doprowadził właścicieli działki do młodych architektów opromienionych chwilową sławą. Chwilową, bo ten nagły ogólnopolski triumf wcale nie przełożył się na strumień zleceń i nadmiar klientów. Nasi mądrzy inwestorzy trafili do db2 w dość w sumie trudnym czasie dla pracowni. A samo muzeum leży zresztą może kilometr, bo nie dalej, od działek, o których jest mowa. Wszystko zamyka się na terenie jednej dzielnicy. I jeszcze właściciele działki, opolscy przedsiębiorcy, znali się wcześniej z właścicielami Domu Aatrialnego, gdzie byli częstymi gośćmi. Podobała im się ta nietypowa, ascetyczna architektura. Kupili ziemię tuż obok. Teraz mieli ze sobą sąsiadować płot w płot. I, jak przypuszczali, dzielić niedole związane z wycieczkami ściągającymi z Polski (i nie tylko), próbującymi dostać się za płot Aatrialnego w celu zrobienia zdjęć i zaznania rozkoszy obcowania z architekturą.

– W związku z tym przygotowaliśmy żart dla tych, którzy by chcieli podglądać, co się dzieje za ogrodzeniem – mówi Mariusz Tenczyński. Żart nie jest lekki. Można przypuszczać, choć pewności nie ma, że goście, którzy pierwszy raz przyjeżdżają na herbatkę do nowego domu swoich przyjaciół, przed wejściem wstrzymują oddech. Ale z zachwytu czy z przerażenia? Za bramką wita ich betonowy pusty plac i fasada domu. A fasadą jest wyrastający z tego placu lity betonowy mur 23 m długi i 8 m szeroki. Zwykłych przecież rozmiarów drzwi prowadzące dalej, wykrojone w tej masie betonu, sprawiają wrażenie wejścia dla liliputów w fortecy dla wielkoludów. Poza drzwiami żadnych innych otworów nie ma. Metafora „bunkra” pada z ust samych architektów. Z przyjemniejszych metafor nasuwa się myśl o „więziennym spacerniaku”. Efekt jest taki, że z ulicy nic więcej nie widać – i o to chodzi. Widok na elewację jest tak wykadrowany, że betonowa ściana pochłania całą rzeczywistość. Nie wiadomo, co jest dalej, a dalej jest jeszcze ciekawiej.

null

Oto „więzienny spacerniak” okazuje się udaną zmyłką, bo życie toczy się gdzie indziej. Prywatność mieszkańców zostaje w stu procentach zachowana. To, co jest dostępne dla wzroku postronnego intruza, pozostaje przed murem, to co prywatne, ukrywa się za nim. Dlatego po wejściu do domu klimat diametralnie się zmienia. Znajdziemy się w przedziwnej strefie pośredniej między zniewalającą ścianą, która psychicznie całkiem nas usztywniła, a czę?ci? mieszkaln?, kt?ra za chwil? ca?kiem nas rozlu?ni. Ta przedziwna strefa po?rednia to ? niespotykana chyba w?innych realizacjach ? bez reszty przeszklona szczelina, hol wysoki na dwie kondygnacje. Szk?o i?maksimum ?wiat?a, kt?re wdziera si? do ?rodka ze wszystkich stron. Dobry kontrapunkt dla litego muru, kt?ry w?a?nie zostawili?my za plecami. Kilka krok?w dalej i?z?holu przechodzimy do w?a?ciwego domu, do jego cz??ci dziennej.

Znale?li?my si? wi?c na parterze betonowej rezydencji. Tu kolejne zdziwienie, ?e na pierwszy rzut oka nie wida? ?adnych element?w podtrzymuj?cych strop, kt?ry wisi nad g?ow?. Wszystkie zewn?trzne ?ciany s? przeszklone i?w?stu procentach otwarte na ogr?d. Nie wida? ?adnych s?up?w ? z?trzech stron ?wiata mamy czyste przeszklenia, od wschodu, zachodu i?po?udnia. Stuprocentowe otwarcie planu. Czy strop i?pi?tro mog? sta? na szkle? Jak to zosta?o zaprojektowane? ? Budynek jest tak naprawd? mostem ? m?wi Tenczy?ski. ? Strop zosta? rozpi?ty na 18 metrach iścią mieszkalną, która za chwilę całkiem nas rozluźni. Ta przedziwna strefa pośrednia to – niespotykana chyba w innych realizacjach – bez reszty przeszklona szczelina, hol wysoki na dwie kondygnacje. Szkło i maksimum światła, które wdziera się do środka ze wszystkich stron. Dobry kontrapunkt dla litego muru, który właśnie zostawiliśmy za plecami. Kilka kroków dalej i z holu przechodzimy do właściwego domu, do jego części dziennej.

null

Znaleźliśmy się więc na parterze betonowej rezydencji. Tu kolejne zdziwienie, że na pierwszy rzut oka nie widać żadnych elementów podtrzymujących strop, który wisi nad głową. Wszystkie zewnętrzne ściany są przeszklone i w stu procentach otwarte na ogród. Nie widać żadnych słupów – z trzech stron świata mamy czyste przeszklenia, od wschodu, zachodu i południa. Stuprocentowe otwarcie planu. Czy strop i piętro mogą stać na szkle? Jak to zostało zaprojektowane? – Budynek jest tak naprawdę mostem – mówi Tenczyński. – Strop został rozpięty na 18 metrach i dyskretnie podparty tylko na dwóch słupach. Dlatego właśnie na piętrze od strony południowej nie ma ani jednego okna. Jest tylko lita betonowa ściana piętra, która konstrukcyjnie pięknie nam to przenosi. To zasługa świetnego konstruktora, z którym pracujemy, Jacka Grzelaka. Narożniki na parterze są klejone ze szkła. Szyby łączą się ze sobą i mają sprawiać wrażenie, że piętro domu jest na nich położone – wyjaśnia architekt. Istotnie, widok na ogród nie jest skadrowany żadnymi słupami i otwiera się na trzy strony świata. Tak też toczy się na co dzień życie w betonowym domu – przy rozsuniętych oknach bardziej w ogrodzie niż w domu. Woda otacza rezydencję od wschodu i południa; kto lubi, może popływać na pogłębionym torze, kto lubi, można odpoczywać na tarasach wypuszczonych w płytszą wodę. Cisza, spokój, prywatność.

„Połączyć życie w domu z życiem w ogrodzie – maksymalnie, na tyle, na ile się da” – być może ta dewiza najlepiej by charakteryzowała twórczość projektową duetu db2. Takie wrażenie można odnieść po dłuższej rozmowie z architektami. Nagrodzony dom nie jest przecież pierwszym w ich dorobku. Wszędzie ten ogród tak czy inaczej się przebija. Ale czy nie po to człowiek buduje dom? Czy tak naprawdę możliwość korzystania z ciszy i z przyrody nie jest w gruncie rzeczy jedyną rzeczą, która istotnie różni życie w bloku od życia na własnym terytorium? Jeżeli nie po to budujemy dom, żeby korzystać z tej jedynej ogromnej przewagi, to po co? Tak wielu ludzi „buduje się” i od razu odcina od tego, co na zewnątrz, tak jakby nadal mieszkali w bloku, tylko bardziej własnym.

null

– Projekt powstawał przez rok, żeby później nie trzeba było niczego zmieniać, bo przy technologii betonowej byłoby to bardzo trudne; przez cały ten czas rozmawialiśmy ze sobą „na papierze” – mówi Mariusz Tenczyński. Potem zaczęli szukać wykonawców, ale duże korporacyjne firmy odmawiały po pierwszym spotkaniu. Dom jednorodzinny? No nie, to za mały temat. Wreszcie znaleźli wykonawcę i uczyli się z nim tak: budując piwnice próbowali różnych betonów i różnych technologii. Szli etapami po obwodzie wykopu i efekt jest taki, że każde dwa metry ścian piwnicy wygląda inaczej. Gdy dojechali po obwodzie do końca, to mniej więcej wiedzieli, co wykonawca umie i jak ta praca będzie wyglądać. Z parterem i piętrem było lepiej, chociaż zdarzyło się, że kilka ścian trzeba było wyburzyć i lać na nowo. Skuwanie betonu – to niekomfortowa sytuacja dla wszystkich.

Ściany mają 25 cm grubości, potem idzie styrodur jako ocieplenie i lana ściana zewnętrzna. I tu nauczka: – Ściana zewnętrzna ma tylko 10 cm i to jest za mało. Wszystkim to mówimy, nauczeni tym faktem – opowiada Iwona Wilczek. – Zabrakło nam doświadczenia i nie próbowaliśmy uszlachetniaczy czy chemii do betonu, która by nam pomogła wyciągnąć powietrze z szalunków. Wykonawca miał problemy z zawibrowaniem ściany zewnętrznej – tłumaczy projektantka. Budowa była trudna w detalu. Iwona Wilczek: – Zrobiliśmy w rysunku każde połączenie ściany ze stropem albo oknem, żeby wykonawca miał czego się trzymać. Są profile aluminiowej stolarki, które zostały schowane w ścianach, ponieważ przy wylewaniu betonu chowaliśmy styropian, który potem był wydłubywany i w jego miejsce wchodził profil. Dzięki takim detalom dom jest tak staranny. Z ust Iwony i Mariusza płyną też – tak dobrze nam znane – uwagi o wykonawcach, którzy uwielbiają przejmować na budowie rolę architektów i robić po swojemu. Bez ciągłego uporczywego nadzoru żadna budowa się nie uda. Taka jest smutna prawda.

null

Gdy jedziemy samochodem przez Opole, zobaczyć betonowy dom, mijamy dobrze znany pejzaż, czyli tradycyjny chaos przestrzenny. Bierkowice to zachodnia część miasta, przyjemna, działki są tu drogie, ale krajobraz urbanistyczny nie zwala z nóg. Dzielnica uchodzi za lepszą również z tego powodu, że zachodnie wiatry nie nawiewają zanieczyszczeń z miasta. To ma znaczenie. Zabudowa jest różnorodna, a brak planu czy jakiegokolwiek urbanistycznego zamysłu rzuca się w oczy. Kręte ulice na śladzie wiejskich ścieżek potęgują dezorientację przestrzenną. Na ostatnich kilkuset metrach nie ma asfaltu a po zimie droga jest bardzo zniszczona, utrudniając jazdę. Dwa stojące obok siebie domy – zaprojektowany przez db2 i Aatrialny – są ukryte za kamiennymi ogrodzeniami w gabionach i wydaje się, że spadły tu z innego porządku. Same niewiele zmienią w krajobrazie, bo nie mają na tyle siły. Już widać, jak na działkach leżących poniżej rosną szeregowe domy mniej więcej z katalogu. Dobre wzory mają siłę oddziaływania, tyle że ograniczoną. Ale Iwona Wilczek i Mariusz Tenczyński nie dają za wygraną. Robią swoje. Mówią, że pozyskują klientów w taki sposób: najpierw pojawia się temat domu jednorodzinnego. Potem inwestor widzi, że ma do czynienia z ludźmi na poziomie, którzy rzetelnie traktują swój zawód. Z tego rodzi się zaufanie i ewentualna późniejsza współpraca. W tej chwili na warsztacie też mają dom, który będzie wykonany praktycznie z jednego materiału. Nie z betonu, a z drewna klejonego, bo teren nie pozwala na rozległe prace fundamentowe. Konstrukcja domu powstanie w całości z drewnianych elementów prefabrykowanych. Stanie na bardzo wąskiej działce, właściwie na grobli wciśniętej między dwa stawy. Podobno działka jest przepiękna i znów otwarcie się na przyrodę ma być najważniejsze.

Paweł Pięciak


Galeria Zdjęć